Koza
ATRAMENT (TECHNOKOZA)
[Zwrotka 1]
Obudź mnie w środku zimy
Kiedy usną skurwysyny, kiedy nie będzie we mnie poczucia winy
Zabij mnie za moje czyny
Wiem, że kochamy najbardziej to, co akurat tracimy
Jestem poskładany z fałszywych opinii
Mówią o mnie źle, to pewnie dlatego nie potrafię być miły
Jebać to, co ci powiedzą o mnie inni
Mordo, inni nigdy nie należeli do mej rodziny
Podaj mi rękę, jak toniesz
Już nie wiem, po co to robię
Czemu znów siedzę na squacie
Pijąc wódę, waląc kokę, czemu znów próbuję zapomnieć o sobie
Wyjebane mam w ironię
Nie udaję, kiedy stajesz się przedmiotеm
Jestem pojebanym kotеm
Nie usiedzę i nie wrócę, kiedy ty będziesz miała na to ochotę
[Refren]
Wybaczyłem twoje krzywdy
Bo mamy te same mechanizmy
Ale to dlatego nie możemy być tym
Za co się kiedyś uważaliśmy
Wybaczyłem twoje krzywdy
Bo mamy te same mechanizmy
Ale to dlatego nie możemy być tym
Za co się kiedyś uważaliśmy
[Bridge]
Mogę poczuć
Chłód
Twoich słów
Na skroniach
Jestem tu
Pośród pól
Paląc skun
Od wczoraj
Mogę poczuć
Chłód
Twoich słów
Na skroniach
Jestem tu
Pośród pól
Paląc skun
Od wczoraj
[Zwrotka 2]
Cały dzień piję tylko białe wino
Znów czuję, że nigdy nie mogę zginąć
Szary blok, ale z góry ładny widok
Płonie top tetrahydrokannabinol
Jesteśmy razem, a pod nami fale
I kanibale, którzy patrzą wygłodniale
Płonie świat, całe życie na to czekałem
Zostanie po nas jedynie atrament